środa, 24 czerwca 2015

Przepowiednia końca.

Dawno,  dawno temu, żyła sobie piękna dziewczyna. Miała ona długie blond włosy, delikatną falą opadajace na ramiona oraz błękitne oczy przeszywające każdego chłopaka na wylot. Wielu ją chciało, jednak żaden nie był dla niej wystarczająco dobry. Codziennie chodziła na randki, jednak nigdy nie zabrała jednego z nich do domu. Pewnego dnia znalazła idealnego. Wyglądał jak książę z bajki. Błyszczące, ciemne, włosy, jasnozielone oczy, twarz jak z obrazka. Dodatkowo był bogaty. Majątek jego rodziców dziesięciokrotnie przekraczal wartość gospodarstwa.


Spotkali się o 10, w pochmurny poniedziałkowy wieczór. Dziewczyna szczęśliwa. Za ostatnie pieniądze rodziców kupiła śliczną, miętowa sukienkę do kolan, czarne balerinki i długą chuste na ramiona, sięgającą aż do pupy. On piękny, ubrany w luźną, białą koszulę i czarną marynarkę lśniące nowoscią.


Weszli do środka z szerokim uśmiechem na ustach. Trzymali się za ręce. On szepnął jej coś do ucha, ona się zaśmiała. Usiedli na kanapie w uroczej kafejce, wypili kieliszek wina. Rozmawiali do późna.


Nagle posmutniała, przeprosiła i wyszła pospiesznym krokiem. Biegła drogą, zapłakana. Jej obcasy wybijały równy rytm na pustej, ciemnej ulicy. Przyspieszony oddech  zakłucał myśli. Nie chciała myśleć. Nie o tym. 

Znalazła się na pustkowiu. 
Otaczająca ją ciemność zaczęła atakować od środka. Cisza przeobraziła się w szepty.  Drzewa stały się ludźm,  Ludzie potworami. Strach i rozpacz powoli wchodziły w jej umysł, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Biegła przed siebie, jakby pragnęła umknąć wszechobecnej ciemności. 


W końcu stanęłą, jakby trafiona strzałą. Zaczeła sie zataczać. Szkarłatne krople zostawiały ślad na asfalcie, wyznaczając jej ostatni szlak. Ciche kapanie było niemym wołaniem o pomoc. 


  Spojrzała na brzuch. W ciele tkwila strzała. Przeszyła  jej wnętrzności, całkowicie je niszczac. Szlachetne drewno stało się cichym zabójcą.  Miętowy wcześniej materiał przeistoczył się w wilgotna, purpurowa plamę, znak uchodzącego życia. 


Zakręciło jej się w głowie. Nie czuła bólu. Ogarniał ją tylko dziwny chłód i zamroczenie. 


Upadła na ziemię. Teraz już wszystko rozumiała. 

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Piwnica

Dawno, dawno temu żył sobie mały chłopiec. Jego rodzice byli bardzo bogaci i zawsze spełniali jego zachcianki. Gdy umarli chłopczyk został całkiem sam. Jego jedyną rodziną była daleka kuzynka imieniem Nave. Nie kochała go, jednak musiała się  nim zająć.
Dom Nave był ogromny, jednak tylko jego najbrzydsza cześć była używana. Ahren dostał mały, szary pokój koło kuchni.
Pierwszej nocy nie mógł zasnąć. Słyszał krzyki. Na początku myślał, że to sen. Po kilku nieprzespanych nocach postanowił to sprawdzić.
Wyszedł z pokoju, z małą świeca w reku. Nie dawała ona dużo światła, jednak jej migoczący płomień działał kojąco na nerwy chłopca.
Szedł spokojnie, ignorując rosnący z każdą chwilą niepokój. Gdy chwycił metalową klamkę drzwi od piwnicy, poczuł jak przeszły go dreszcze. Pociągnął ją, a wrota ustąpiły z głośnym skrzypem.
W środku panowała nieprzenikniona ciemność. Sytuacje pogarszał fakt, że cały czas czuł, że ktoś go obserwuje.
Mimo paraliżującego strachu wszedł do środka.
Podmuch powietrza, spowodowany zamknięciem drzwi zgasił płomień. Chłopca ogarnął całkowity mrok.  Jednocześnie dźwięki dobiegajace z dołu stały się głośniejsze. Chłopiec upuścił świeczkę, która upadła z głośnym łoskotem. 
Gdy spadła na sam dół krzyki ucichły. Zamiast nich pojawił się szept. 
" Przzzyyyyjdzzzz do nasssss"
Przerażony chłopiec odwrócił się i spróbował otworzyć drzwi. Były zatrzasniete. Szarpał się z nimi przez chwilę, jednak nie ustąpiły. 
Zrozpaczony postanowił zejść na dół.  Wolał śmierć od bezczynnego umierania ze strachu. 
Szedł powoli, szukając bezpiecznej drogi stopami. Im niżej schodził, tym szept stawał się głośniejszy. Gdy w końcu stanął na niższym piętrze, ucichł.
- Halo?  
Ostre światło było jak igły wbijane w powierzchnię oka. Białe światło żarówki kompletnie go oslepilo. 
Nim zdążył zauważyć, już leżał na metalowym łóżku, takim jakie widział w krematorium. Nad jego małym, obezwladnionym ciałem stała okazała kobieta. W reku trzymała nóż, a na jej twarzy gościł szaleńczy uśmiech. 
- Nãve to nie jest śmieszne!  - krzyknął z całej swojej siły. - Puść mnie. Proszę... 
Ostatnie słowo wypowiedział prawie z płaczem. Wiedział, że za chwilę zginie, wiedział że zaraz zacznie go torturować. 
- Cii. Nie trać sił. Tu i tak nikt cię nie usłyszy. Należysz teraz do mnie! 
- Nãve... ugph 
Zatkala mu usta ręka. Po jego małych policzkach zaczęły spływać słone łzy. 
- Jesteś teraz mój... 
Przyłożyła nóż do jego klatki piersiowej. 
- Należysz teraz do mnie... 
Zaczęła wykonywać płytkie cięcia wzdłuż lini żeber. Sprawiało jej to wielką przyjemność. 
- Nie płacz... 
Zblizyla twarz do jego głowy. 
- Dzięki mnie będziesz szczęśliwy...


Klikaj po więcje!

Garść informacji.

Witam :)

 Jak już pewnie większość z was zauważyła na moim blogu trwają prace porządkowe. Uznałam, że zrobienie jednego spisu treści, podzielonego na kilka postów będzię estetyczniejsze niż wiele zakładek pod nazwą bloga. W najbliższym czasie planuje zrobić jeszcze przejscia  "następny post  /  poprzedni post", ponieważ z doświadczenia wiem, że bloger czesto odmawia posłuszeństwa podczas przeskakiwania miedzy postami. Pozatym przejscia te będą OD POSTA JEDNEJ SERII, DO KOLEJNEGO Z TEJ SAMEJ SERII co znacznie ułatwi czytanie :) Nie chce na czas porządkowania wyłączać bloga, bo boję się, że potem mogą wystąpić problemy z poniwnym jego włączeniem. 
No i chyba to na tyle. Do kolejnego posta :D 
( Który powinien pojawi się w tym tygodniu :) )

Dzień przed jutrem ~ spis treści

Seria opowiadań, mówiąca o dziewczynie żyjącej w czasach wojny gigantów.

* Prolog 

* Rozdział 1

* Rozdział 2

Klikaj po więcej!

Creepypasty/krótkie opowiadania ~ spis treści.

Galeria zdjęc ~ spis streści.

Tu znajdują się  linki do postów ze zdjęciami :)




Dziecko ulicy ~ spis treści.

Historia pewnej nastolatki, która... Z reszta to nie istotne :) Wszystkiego dowiecie się czytając te opowiadania :)
Są bardzo krótkie, jednak mam nadzieję, że fajne...

* Rozdział 1
 * Rozdział 2
  * Rozdział 3
   * Rozdział 4
    * Rozdział 5
     * Rozdział 6
      * Rozdział 7
       * Rozdział 8
        * Rozdział 9
         * Rozdział 10
          * Rozdział 11
           * Rozdział 12
            * Rozdział 13
             * Rozdział 14
              * Rozdział 15
               * Rozdział 16
                * Rozdział 17
                 * Rozdział 18
                  * Rozdział 19
                   * Rozdział 20
                    * Rozdział 21
                     * Rozdział 22
                      * Rozdział 23
                       * Rozdział 24
                         * Rozdział 25 
                           * Rozdział 26

Walka ze sobą. ~ spis terści.

   Hej! Dla lepszego Poznania Bohaterów Oraz przyjemniejszego czytania Historii zawartej na Tym blogu postanowiłam dodac Lista Postaci pojawiających Się W Tej dosc zawilej Historii. Zapraszam do czytania:
 * Karola ~ Młoda blondynka o błękitnych oczach. Żart Szczupła, Wysoka kobietą. Często wpada w klopoty, wciągając w nie nie Jednocześnie swoich Przyjaciół. Urodziła w magicznym wymiarze Się, jednak wojna w krainie wróżek zmusiła JEJ rodziców zrobić Ucieczki. Po kilku latach Spór przeniosl na Ziemie zabierając Się i Ojca Karoliny Matkę. Po jakimś czasie zabrał Też JEJ ukochanego chłopaka Patrick &. Na JEGO pogrzebie obiecała sobie ZE Już nigdy nikogo nie nie pokocha. W Sumie, aby w celu Nawet Nie wierzyła. Jednak to sie zmieniło GDY spotkała Tajemniczego Gościa Z parku.
 * Iga ~ Rudowlosa wróżka o Pięknych brozowych oczach.Najlepsza I Jedyna Przyjaciółka Karoliny. Urodziła i wychowała w wymiarze magowie Się, jednak gdystała wojna postanowiła pomoc Ludzia w Walce. Nienawidzi Życia na Ziemi. Cale Zło i cierpienie występujące w Świecie Ludzi sprawia JEJ Bol, Też postanawia wrócić Dlatego nie wymiaru magi wraz ze Swoim narzeczonym Derekiem.
 Derek brozowooki brunet, przyjaciel Karoli. Pracuję Razem z Nia i ZE Swoją dziewczyną w znanej Restauracji. Żart wilkołakiem od zawsze żyjącym na Ziemi jednak za namową Igi Chce znaleźć Się w wymiarze magów. Nie chcę zostawiać Karoliny na Ziemi, jednak stawia miłość ponad Wszystko.

 • Spis treści:

czwartek, 18 czerwca 2015

Coś.

Zachody słońca są piękne. Olbrzymia, ogniska kula znika wraz z kaskadą barw, za horyzontem. Krwistoczerwone niebo w jednej chwili traci swe kolory, przeistaczając się w granatowego giganta. Piękno dnia zanika, zostawiając za sobą niepokój nocy. Nagle wszystko staje się szare i smutne. Wcześniej rozbawione cienie zamieniają się w morderców gotowych zbić wszelkie poczucie spokoju. Patrzą na ciebie, czyhając... 


Jestem Robert, a przynajmniej tak mi ktoś powiedział, gdy wybudziłem się że śpiączki. Nie jestem w stanie opowiedzieć, co się przed tem  wydarzyło. Pamiętam tylko krótkie sceny, z kilku straconych dni. Nie mam nikogo, kto mogły przypomnieć mi kim byłem. Podejrzewam, że moje życie nie było wyjątkąwe. Gdybym był kimś ważnym na pewno miałbym częsciej gości. Jestem tu sam jak palec. Nie rozmawiam z nikim. Nikomu nie opowiadam o swych uczuciach. Psyholodzy się nie liczą. Oni nie chcą słuchać. To dla nich tylko praca.


Po wypadku miałem trafić do ośrodka dla osób z amnezją. Jednak jestem tu. Psyhiatryk nie jest mniejscem dla mnie. Nie krzyczę, nie miewam napadów furi bez powodu. Nigdy nie próbowałem się zabić. Ja... ja  po prostu nie pamiętam... Miewam tylko dziwne sny. Sądze, że przez nie tu jestem. Dom bez klamek dla człowieka bez tożsamości...  Lekarze próbują uleczyć mój umysł, jednak nie są w stanie tego uczynić. Zostałem w tym lesie już na zawsze. Moje myśli są zasnute ciemnoscią i strachem. Żaden człowiek tego nie zmieni...


Nie odchodź!  Tak dawno nie rozmawiałem z nikim bez kitla..


Wysłuchaj mnie, proszę...


To nie koniec opowieści. Możliwe, że są to tylko słowa chorego człowieka, jednak ja wierzę w prawdziwość tych wydarzeń. Ze snów i strzępków wspomnień ułożyłem spójną historie, jedyne wspomnienie bez szpitalnych murów. 


Był to zwykły weekend, taki, którego nie pamięta i nie wspomina się. Został w mojej pamięci tylko dlatego, że wtedy wydarzyło się TO.W sumie bawi mnie ten fakt. Najważniejszy dzień, ktory zmienił moje życie został stworzony w moim umyśle...


Nie ważne. Nie chcę cię zanudzać. Po prostu dawno nikt ze mną nie rozmawiał.... Wrócmy może do opowieści.


Tego dnia jechałem szybko, chcąc zdążyć przed sobotnimi korkami. Droga była pusta i sucha. Wschodzące zza horyzontu słońce raziło mnie w oczy, a w radiu słychać było cichą muzykę.
Nagle na pustej drodze pojawił się cień. Nie był to człowiek, ani zwierze. Wiedziałem, że to coś nierealnego, a mimo to z całej siły docisnąłem hamulec i maksymalnie przekręciłem kierownice w prawo. Samochód nie zareagował, rzucając moim ciałem po kabinie. Wydał jedynie dziwny pisk, który w tamtym momencie odczułem jako krzyk. Chciałem wykonać manerw ponownie, jednak moje kończyny nie współpracowało z umysłem, jakby zostały sparaliżowane przez dźwięk.  Nagle poczułem mocne wstrząsy. Słychać było trzaski łamanych gałęzi oraz odgłosy pekającego szkła. Zanim otworzyła się poduszka powietrzna uderzyłem twarzą w kierownice. Straszny ból opanował lewą część mojej twarzy. Świat w okół zawirował. Nagle wszystko ustało, a jedyna rzecz, która pozostała to był straszliwy,  przeszywający ból w głębi głowy. Potem nastała biel, której oddałem się w całości. 


Nie mam pojęcia kiedy straciłem przytomność. Możliwe że trwało to kilka godzin lub parę sekund. Obudziłem się przed zachodem słońca, leżąc głową w  dół we wraku pojazdu. W okół panował całkowity chaos. Drzewa zostały połamane, a trawa, po której prześlizgnęło się moje auto była całkowicie zniszczone. Gdybym zobaczył ten obraz w gazecie, nie uwierzyłbym, że ofiara przeżyła. 


Chciałem wyruszyć po pomoc jednak nadal czułem też ten straszny obezwładniający ból w czaszce, a do tego doszło jeszcze kłucie w kolanie. Usiadłem więc pod drzewem i podciagnałem nogi pod brodę. Postanowiłem uspokoić swoje serce i opanować iracjonalny strach przed samotnością. Trwałem w tej pozycji bardzo długo. Szum drzew i śpiewy ptaków zamieniły moje ciało w kamień, kojąc moją dusze.   


Kiedy w końcu byłem w stanie myśleć zrobiło się prawie całkiem ciemno. Po omacku wróciłem do wraku w celu znalezienia latarki i telefonu. Poszukiwania trwały krótko. Szybko jednak okazało się, że telefon jest całkowicie rozładowany. Wziąłem więc latarkę, paczkę baterii i przeklinając nietrwałość dzisiejszych smartfonów, ruszyłem chodnikiem w dół drogi. Okolice, w której się znalazłem znałem jak własną kieszeń. Gdy byłem mały rodzice często zabierali mnie do tego lasu na wycieczki. Sądziłem, że bez problemu trafię do pobliskiej wioski.
Szedłem szybkim krokiem, jakby ktoś nakazywał mi uciekać.  Nie myślałem nad tym co robię. Po prostu wykonywałem czynności niezbędne do przetrwania. Przesuwanie się do przodu stało się tak naturalną i niezbędną czynnością, że nawet nie zauważyłem kiedy bezpieczna jezdnia przeistoczyła się w ziejącą mrokiem otchłań lasu. Zmianę otoczenia ujrzałem dopiero, gdy ścieżka wysypana kamieniami zamieniła się w niebezpiecznie wąską, krzywą drogę.


Zamarłem zdziwiony. Szybki rzut oka na okolicę utwierdził mnie w przekonaniu, że moja sytuacja jest kiepska. Ze wszystkich stron otaczała mnie nieprzenikniona ciemność lasu. Światło rzucane przez latarkę sprawiało, że każde drzewo wyglądało jak człowiek. Mimo, że latarka rozświetlała tylko niewielki fragmnent mroku najbardziej martwiła mnie niepokojąca cisza. Brak jakichkolwiek odgłosów lasu sprawiał, że odniosłem wrażenie, że jestem jedyną żyjącą istotą.


Nagle, poczułem czyjąś bardzo koscistą rekę. Jej żelazny uscick prawie zmiażdżył mi kości. Chłód jej dotyku, obezwładniał, czyniąc mnie bezbronnym. Dopiero po paru sekundach byłem w stanie zareagować. 


Odskoczyłem na bok. Latarka upadła mi gdzieś w trawę, migocząc. Na kilka chwil zapadła całkowita ciemność. Moje serce przyspieszyło. Padłem na kolana.  Trawa była niska, ale mimo tego nie mogłem wymacać przyjemnie cieplej, plastikowej raczki. 


Latarka przetoczyła się kilka metrów, zatrzymując dopiero na wystajacym z ziemi korzeniu. Gdy ujrzałem jej światło byłem przeszczęśliwy. Dopadlem jej i mocno złapałem. 


I wtedy moim oczom okazał się wydrapany w skale napis.


Nie chciałem.


Przerażony zrobiłem krok w tył. Wpadłem na drzewo. Opuszkami palców na jego chropowatej powierzchni wyczulem wydrapane linie. Z nadzieją, że to tylko podpis jakiegoś nastolatka obrocilem się oswietlajac pien. Niestety moja nadzieja okazała się złudna. Drzewo zostało całkowicie obdarte z kory, a na jego powierzchni zostały wyryte napisy. 


Ze łzami w oczach pobieglem na ścieżkę. Pragnalem wydostać się z tego koszmaru. Chciałem obudzic się w ciepłym, bezpiecznym łóżku z daleka od ciemnej puszczy. 


Niestety to nie był sen. Zrozpaczony stwierdziłem, że zgubiłem drogę powrotną. Znalazłem się na polanie. Cisza panująca na tym terenie była jeszcze gorsza niż w lesie. Wdzierała się głęboko do wnętrza głowy pozbawiając wszystkich sił. Poznawałem tę okolice. Na środku polany znajdowała się stara, nawiedzona szopa. Nazywaliśmy ją tak, by odstraszać dzieci. Była siedliskiem żuli i innych meneli. Teraz jednak stała się dla mnie oazą.


Resztką sił dobiegłem do jej zbutwiałych drzwi. Zamknięte. Popchnąłem je z całej siły, wyłamując kilka desek. Do moich nozdrzy dotarł wyjatkowo silny i duszący zapach zgnilizny. Zasłoniłem ręką usta  próbując  uciec od mdłego zapachu śmierci. Obróciłem się pragnąc odejść od źródla smrodu jak najdalej.


- Witaj. - z mroku wyłonił się szeroki, biały uśmiech.

Jedyną rzeczą jaką zarerejstrowałem był zakrwawiony nóż w jego ręce. Odepchnąłem go, nim zdązył wbić mi go w serce. Lodowate ostrze osuneło się na mój nadgastek przecinając mi żyły. Klaun legł na ziemi. Biegłem przed siebie nie patrząc na nic. W nozdrzach czułem lodowate powietrze, a zakrwawiona ręka zaczeła mi drętwieć. Morkre kosmyki włosów wpadły mi do oczu. Krople potu przeszkadzał mi widzieć więc biegłem na oślep. Czułem coraz szybsze odgłosy bijącego rytmicznie serca. Wiedziałem, że się wykrwawiam. Przed oczami pojawiał mi się coraz większe całe plamy. Nogi stawały się coraz cięższe utrudniając mój bieg. W końcu upadłem na ziemie.

Leżałem w wysokiej trawie, jednak wiedziałem że mnie znajdzie. Po kilku mitutach grozy usłyszałem ciche stąpanie. Szelest zaschniętej stawał się coraz głośniejszy, tak samo jak mój oddech. Starałem się go uspokoić, jednak nie byłem w stanie. Kolejne minuty mijały w oczekiwaniu na koniec. Wsłuchiwałem się ciszę, czekając. Nagle gdzieś w oddali słyszałem jego nawoływanie. Po kojenych mitutach strachu w końcu go ujrzałem. Stał kilka króków ode mnie. Patrzył się w pustą przestrzeń. Po woli odwrócił głowę w moją strone. W jego szklistych, martwych oczach ujrzałem szaleństwo.


Obudziłem się w szpitalu, podłączony do respiratora. Kiedy wydobrzełem przewieźli mnie tutaj.


Dziękuje, że mnie wysłuchałeś.

Klikaj po więcej!

*
*
*
*
Trochę dłuższy post po długiej nieobecnosci ;)
Chciałam wstawić coś krótkiego tydzień temu, jednak wyszło jak wyszło i powstał on.
A i mam do was ważne pytanie. Wolicie brak akapitów, czy te?