Dawno, dawno temu żył sobie mały chłopiec. Jego rodzice byli bardzo bogaci i zawsze spełniali jego zachcianki. Gdy umarli chłopczyk został całkiem sam. Jego jedyną rodziną była daleka kuzynka imieniem Nave. Nie kochała go, jednak musiała się nim zająć.
Dom Nave był ogromny, jednak tylko jego najbrzydsza cześć była używana. Ahren dostał mały, szary pokój koło kuchni.
Pierwszej nocy nie mógł zasnąć. Słyszał krzyki. Na początku myślał, że to sen. Po kilku nieprzespanych nocach postanowił to sprawdzić.
Wyszedł z pokoju, z małą świeca w reku. Nie dawała ona dużo światła, jednak jej migoczący płomień działał kojąco na nerwy chłopca.
Szedł spokojnie, ignorując rosnący z każdą chwilą niepokój. Gdy chwycił metalową klamkę drzwi od piwnicy, poczuł jak przeszły go dreszcze. Pociągnął ją, a wrota ustąpiły z głośnym skrzypem.
W środku panowała nieprzenikniona ciemność. Sytuacje pogarszał fakt, że cały czas czuł, że ktoś go obserwuje.
Mimo paraliżującego strachu wszedł do środka.
Dom Nave był ogromny, jednak tylko jego najbrzydsza cześć była używana. Ahren dostał mały, szary pokój koło kuchni.
Pierwszej nocy nie mógł zasnąć. Słyszał krzyki. Na początku myślał, że to sen. Po kilku nieprzespanych nocach postanowił to sprawdzić.
Wyszedł z pokoju, z małą świeca w reku. Nie dawała ona dużo światła, jednak jej migoczący płomień działał kojąco na nerwy chłopca.
Szedł spokojnie, ignorując rosnący z każdą chwilą niepokój. Gdy chwycił metalową klamkę drzwi od piwnicy, poczuł jak przeszły go dreszcze. Pociągnął ją, a wrota ustąpiły z głośnym skrzypem.
W środku panowała nieprzenikniona ciemność. Sytuacje pogarszał fakt, że cały czas czuł, że ktoś go obserwuje.
Mimo paraliżującego strachu wszedł do środka.
Podmuch powietrza, spowodowany zamknięciem drzwi zgasił płomień. Chłopca ogarnął całkowity mrok. Jednocześnie dźwięki dobiegajace z dołu stały się głośniejsze. Chłopiec upuścił świeczkę, która upadła z głośnym łoskotem.
Gdy spadła na sam dół krzyki ucichły. Zamiast nich pojawił się szept.
" Przzzyyyyjdzzzz do nasssss"
Przerażony chłopiec odwrócił się i spróbował otworzyć drzwi. Były zatrzasniete. Szarpał się z nimi przez chwilę, jednak nie ustąpiły.
Zrozpaczony postanowił zejść na dół. Wolał śmierć od bezczynnego umierania ze strachu.
Szedł powoli, szukając bezpiecznej drogi stopami. Im niżej schodził, tym szept stawał się głośniejszy. Gdy w końcu stanął na niższym piętrze, ucichł.
- Halo?
Ostre światło było jak igły wbijane w powierzchnię oka. Białe światło żarówki kompletnie go oslepilo.
Nim zdążył zauważyć, już leżał na metalowym łóżku, takim jakie widział w krematorium. Nad jego małym, obezwladnionym ciałem stała okazała kobieta. W reku trzymała nóż, a na jej twarzy gościł szaleńczy uśmiech.
- Nãve to nie jest śmieszne! - krzyknął z całej swojej siły. - Puść mnie. Proszę...
Ostatnie słowo wypowiedział prawie z płaczem. Wiedział, że za chwilę zginie, wiedział że zaraz zacznie go torturować.
- Cii. Nie trać sił. Tu i tak nikt cię nie usłyszy. Należysz teraz do mnie!
- Nãve... ugph
Zatkala mu usta ręka. Po jego małych policzkach zaczęły spływać słone łzy.
- Jesteś teraz mój...
Przyłożyła nóż do jego klatki piersiowej.
- Należysz teraz do mnie...
Zaczęła wykonywać płytkie cięcia wzdłuż lini żeber. Sprawiało jej to wielką przyjemność.
- Nie płacz...
Zblizyla twarz do jego głowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz