środa, 31 grudnia 2014

Mroczne cienie.

Czy czasami widzisz cienie, które ksztaltem przypominają ludzi? Tak tak też tak miałam. Podazaly one za mną, śledząc mnie. To nie są ludzie. Już nie są. Stracili prawa do tego tytułu katujac innych. Są to mordercy próbujący wejść w ciało słabych ludzi. Chcą ich  opetac po to bym stali się tacy jak oni. Są to psyhopaci pragnący krwii. Gdy już wejdą w czyjeś ciało nie ma odwrotu.... Właśnie takim czymś jestem. Zostałam przemiebiona przez jednego z nich. Teraz należę do ich rodziny.

Dziecko ulicy ~ 10

Nienawidze tego dupka! Spytał się czy zostanę jego dziewczyna. Dzień później dowiedziałam sie że nie zerwał ze stratą. Gdy przyszedł do mnie zrobiłam mi awanture i wygonilam za drzwi. Dupek! Chial moich cycków i mojego dziewictwa... Straciłam właśnie swój sens życia. Bez niego nie wytrzymam w tej szkole.
*
*
*
*
Dzisiaj znowu króciutki wpis ale spokojnie!  Karola powróci!

sobota, 27 grudnia 2014

Dziecko ulicy ~ 9

Dzisiejszy dzień był znowu do dupy. W szkole nic mi się nie udaje. Na dodatek prawie popłakałam się na Wf. Mam dość. Ten facet się na mnie uwziął. Nie dam rady dłużej wytrzymać...  Jedyne co mnie pociesza to świadomość że jutro spotkam się z Erykiem w kinie. To nie jest randka...  przecież nie jest on moim chłopakiem...  To nie jest randka, prawda?
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Przepraszam osoby które tęsknią za przygodami Karoli. Próbowałam coś napisać ale to było po prostu do dupy...  Mam pomysł więc na seria niedługo wróci, a na razie mam nadzieję że zadowolicie się pojedumczymi opowiadaniami :)

Rozdział 20

Karola obudziła się. Było już po ósmej i wydawilo się że słońce było wysoko na niebie . Dziewczyna nie była w stanie tego dokładnie ocenić z braku okien. Uslyszala pukanie do drzwi a po chwili ujrzala w nich strazniczke. Nakazala ona dziewczynie ubrac sie i wyjsc na korytarz, gdzie będzie na nią czekać. Tak też zrobiła.
Teraz siedziała w wielkiej jadalni, a na przeciwko niej był demon. Czekali na kelnerów.
W końcu służący przynieśli dwa złote kieliszki z perlistym, czerwononiebieskim płynem i postawili je przed jedynymi siedzacymi osobami w tej sali.
-Wypij. - szepnął demon. Jego głos nadal był lodowaty i przerażający.
- Chyba jednak podziękuje - odparła dziewczyna mimo wielkiego ssania w żołądku.
- Musisz coś jeść - Nalegał
- Naprawdę nie mam ochoty - broniła sos dziewczyna
- To tylko zupa. Zjedz ja. Niczego innego dzisiaj nie dostaniesz.
- Nie
- Wypijaj to natychmiast!  - Ryknal na nią.
- Nie!
- W takim razie spędzisz cały dzień bez jedzenia w  pokoju! Straż odprowadzcie ją!
Sytuacja ta powtarzała się przez kilka dni. W końcu Karola nie wytrzymała.  Musiala coś zjeść.
- Miło że w końcu się zdecydowałaś - rzekł demon siedzący w tym samym miejscu co wcześniej, na przeciwko dziewczyny. - Sludzy! Wniescie kielichy!
Karola przylozyla złote naczynie do ust. Od razu poczuła że coś jest nie tak. W ustach rozplynal jej się gorzki, metaliczny płyn.
"- Krew...  -" to ostania mysl jaka przemknela jej przez głowę.
*
*
*
*
Wiem jestem złym człowiek!  Powinnam to wstawić wcześniej. Przepraszam. Mam nadzieję że następnym razem się to nie powtórzy ;) Mam już posta na jutro więc spokojnie :-)

piątek, 26 grudnia 2014

Dziecko ulicy ~ 8

Spotkałam wczoraj w szkole swojego kolege z podstawówki. Nie wiedziałam ze chodzi ze mna do gimnazjum! Ucieszyłam sie. W końcu ktoś z kim mogę pogadac na przerwach! On przedstawił mi swojego przyjaciela Eryka. Polubiłam go. Podal mi swoj numer telefonu i całą noc pisalismy ze sobą. Mamy duzo wspólnego. Chyba mu sie podobam...

wtorek, 23 grudnia 2014

Troche nowoczesna opowieść wigilijna.

Dawno, dawno temu żyła sobie pewna biedna dziewczynka. Nie miala domu ani rodziny, a na swoje utrzymanie zarabiala sprzątając ulice.
Pewnego dnia, a był to piękny listopadowy dzień spotkała na swojej drodze bogacza. Podeszła do niego oferując sprzątanie podwórka jednak on odmówił. Stwierdził że od tego są odpowiedni ludzie a mała dziewczynka się do tego nie nadaje. Mała odeszła głodna i smutna.
W końcu nadeszła zima, a wraz z nią święta. Z odlozonych pieniędzy, a było ich na prawdę mało dziewczynka postanowiła urządzić sobie maleńka ucztę. W pobliskim sklepiku kupiła kilka najtanszych bułek, barszyk i szynkę. W drodze powrotnej do swojej biednej, opuszczonej altanki spotkała ślepego biedaka i oddala mu kawałek  szynki i kilka łyków barszczu. Uszczealiwiony slepiec podziękował jej po czym podarował kawałek oplatka. Dziewczynka przełamała się z nim i ruszyła w dalszą drogę.
Była bardzo głodna i czuła lodowate posmuchy wiatru na swoim wychudzonym cialku. Przyspieszyla chcąc jak najszybciej zjeść swoją skromną ucztę. Po drodze jednak spotkała starą kobietę z dzieckiem. Nie mogąc znieść ich cierpienia oddala im swoją porcyjke ciepłego barszczu i resztę bułek. Uradowana kobieta podziękowała jej i odeszła w sobie tylko znanym kierunku z dzieckiem na rękach.
Biedna wychodzona dziewczynka przyspueszyla kroku chcąc jak najszybciej dotrzeć do swojego źródła ciepła. Po drodze jednak spotkała jeszcze dwóch biednych łudzi i oddala im resztę swojej kolacji.
Wróciła do swojego prowizorycznego domu z pustymi rękoma.  Rozpalila w ognisku po czym Zdjęła kurtkę i położyła ja sobie pod głowę. Z swetra powstała kołdra.
Po chwili biedna mała, głodna dziewczynka usnęła.
Przyśniło jej się piękne miejcie pełne kwiatów, owoców które mogła zrywać z drzew bez większego wysiłku i radosnych zwierząt. Była naprawdę szczęśliwa.
Rano jacyś bezdomni znaleźli zamarznięte na kość ciało ośmiolatki.




 Kliknij po więcej!

Wesołych świąt!

Z okazji świat bożego narodzenia i nowego roku pragnę życzyć wam dużo miłości i szczęścia na każdym kroku, żeby wam się życzenia spełniały i żeby zawsze było dobrze.
Życzę wam żeby te święta były spędzone w rodzinnym gronie bez zmartwień i problemów. Oby te pogawędki przyniosy jak najwięcej dobrych wieści. Życzę także żeby po tym świętach było co wspominać :)

niedziela, 21 grudnia 2014

Dziecko ulicy ~ 7

Chce już to zakończyć. Nie daję rady zyć.... kupiłam opakowanie tabletek nasennych i zamknęłam sie w łazience.... Nie dałam rady... Nawet nie otworzyłam tego pieprzonego opakowania.. Poddaje się, jednak nie potrafie ukrócić swoich cierppien. Zyję na krawędzi śmerci co dzien coraz bardziej tracąc równowagę. Niedługo spadnę w czarną odchłan unicestwienia. Teraz jednak musze udawac ze jestem szcześliwa.

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 19

Dziewczyna położyła się spać, lecz nie dała rady zasnąć. Długo leżała w łóżku przewracajac się z boku na bok. Wiedziała że  nie ma szans na ucieczkę. Zamki były antywlamaniowe, odporne na magię. Na korytarzu stali demoniczni strażnicy, a na dodatek cale to imperium znajdowalo się gdzieś głęboko pod ziemią. Dlatego też uznała że warto że warto nabrać sił i poczekać na właściwy moment. W sumie to nie miala większego wyboru, ale wolała zostać przy tej myśli. W końcu lepiej wierzyć w motywujące kłamstwo niz zwątpić.
W końcu usnęła. A sen przyniósł jej zaskakująca wizję ślubu jej i Patricka. Widziała wszystko. Piękną, długa, blyszczaca suknię, czerwony krawat na szyi małżonka, wielu gości ubranych w wyszukane kreacje i pyszne jedzenie. Na twarzach wszystkich widniało szczęście. Jednak coś było nie tak. Po chwili zrobiło się ciemno, wesołe miny zamieniły się w demoniczne uśmiechy,  a czerwony krawat w kapiaca krew. Pośród bezwladnych ciał martwych gosci pojawił się kruk. Rzucił się na nia. Ostatnie co usłyszała przed przrbudzeniem to był krzyk Igi. Krzyk przepełniony cierpieniem i śmiercią.
Obudziła się cała mokra. Krzyknęła mimowolnie. Usiadła przerażona na łóżku. W pokoju było ciemno. Nic nie przenikalo przerazajacej ciszy...


środa, 17 grudnia 2014

Dziecko ulicy ~ 6

Dzisiaj Znowu króciutki po napisany w tramwaju oo braku Czasu: - / Przecież koniecznie PRZED świętami trzeba zawalić nam cały Tydzień nauka ... no nie ważne. Życzę miłego czytania :)
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
*
Cały dzisiejszy sprawdź siedziałam sama. Chciałam Się przysiąść Się zrobić takiej jednej Nawet miłej Dziewczyny ALE ONA uznała ZE Chce Być sama ...
Dziesięć Potwór zniszczył mi reputacje i ogólnie cale Życie. Zniszczył Mnie od Śródka, bo nie nie dal rady od zewnątrz. Przez Nia zostałam Całkiem sama ZE Swoim zepsutym wnętrzem. Moje zepsucie żart Coraz się większe. Coraz częściej Się wściekam bez powodu. Nie chciałam Być Taka jak ONA. Niestety Tak się stalo. Nie ma Już wspólnie ratować. Aby Koniec Mnie.

wtorek, 16 grudnia 2014

Rozdział 18

Wprowadził ja do ciemnego, smierdzacego stechlizna długiego  korytarza. To były lochy. W celach znajdowali się zaglodzeni, przesiaknieci zapachem śmierci więźniowie. Dziewczyna nie chciała tego oglądać . Ten widok i odór budziły w niej najgorsze uczucia. Czuła coś jeszcze jednak nie chciała tego czuć...  to była pewnego rodzaju radość?  Karola nie wiedziała skąd się to mogło wziąć. Zawsze była humanitarna i pomagała ludzia w potrzebie. Tak została wychowana.
- Widzisz?  Tak kończą ci którzy mi się sprzeciwiaja! Jednak ty nie zasuzylas na taki los. Dla ciebie mam coś o wiele lepszego.
Zaprowadził ją do wielkiej białej komnaty z wielkim czerwonym lozem stojącym na samym środku. W pomieszczeniu znajdował się ogromny telewizor. Pod nim stały najnowsze konsole i wszystkie gry jakie do tej pory wyszły na rynek. Po lewej stronie znajdowała się mebloscianka wypełniona wieloma cenionymi książkami. Na biurku stał najnowoczesniejszy komputer z dwoma monitorami, a zaraz koło niego lezal laptop. W szafkach upchano wiele płyt z grami, a obok nich stało pudełko z najnowszym tabletem od samsunga.  Na przeciwko mebloscianki był kominek a po lewej wejście do olbrzymiej łazienki.
- Teraz cię tu zostawię. Nie próbuj uciekać, bo to może się źle skończyć. - szepnął i wyszedł. Jego głos był lodowato przerażający.
Karola została sama w pustym, smutnym pokoju.



poniedziałek, 15 grudnia 2014

Dziecko ulicy ~ 5

Przepraszam że dzisiaj tylko to...  muszę nauczyć się na dwie kartkówki i po prostu się nie wyrobie :-/






Dzisiaj po raz pierwszy pomyslalam o tym że mogę zakończyć swoje cierpienia kończąc swoje życie . Jest to dość radykalny sposób, ale jedyny. Pewnie bym to zrobiła ale...  nie wierzę że jest coś poza śmiercią. Nie wierzę w boga ani w raj. To tylko bajki dla dzieci żeby zachęcić je do chodzenia do kościółka. Takie jest moje zdanie. Niestety odrzucane przez moją katolicka rodzinkę. Ja po prostu nie potrafię wierzyć. Koniec.

niedziela, 14 grudnia 2014

Dziecko ulicy ~ 4

Jestem tu całkiem sama...
Zamknęłam się w łazience....
Nie potrafię tego wytrzymać...
Chciałam uciec, ale wtedy musiałabym iść na poprawy z tą dziewczyną .
Wolę zostać. To tylko dwie lekcje. Wytrzymam.
Dam radę.
Ona nie może mnie zniszczyć.

Rozdział 17

- Zostaw mnie! - Krzyknęła Karola próbując się wyrwać.
-Spokojnie - powiedział facet hipnotyzującym głosem - Nie skrzywdzę cię.
- Na prawdę? - spróbowała się uwolnić. Pokryła lodem miejsca w których ją trzymał po czym wyslizgnela się .
Zaczęła biec, jednak nie zdołała uciec za daleko. Skrzydlaty chłopak unieruchomil ja sznurem.
- Następnym razem będzie to łańcuch kolczasty! - Krzyknął uśmiechając się szyderczo.
- Czego chcesz?
Milczenie
- Wiem że mnie slefziles. Pytam się czego chcesz?! A wiec nie odpowiadasz tak?!
- Chce ciebie - odpowiedzial po dłuższym namyśle.
- Co proszę?!
- Chce ciebie, a dokładniej twojej mocy.
- Śmieszne. Na prawdę śmieszne. Skoro już mnie porywasz to chcę znać powód.
- Już ci powiedziaalem - zatkal jej usta chusta - A teraz siedź cicho i nie wkurzaj mnie. Idziemy.
Ruszyli przez park, lecz zamiast iść ścieżka skrecili w zarosla. Ocza Karoliny ukazało się wejście do podziemi. Dziewczyna nie mogła uwierzyć że w jej ulubionym parku znajdują się takke rzeczy. Była zaskoczona, a jednocześnie przerażona. Nie rozumiała czemu ja porwano. Jej moc była strasznie słaba i nie nadawała się do niczego prócz samoobrony. Miała tylko nadzieję że jej przyjaciele szybko zauważa jej nieobecność....
Przyjaciele...  To słowo bolało...  bardzo bolało. Dziewczyna bała się że ich utratacila. Bała się że jej nie pomogą i wynada stąd zapomninajac o niej. Ta mysl była przerażająca nawet bardziej od sytuacji w której się znalazła. Gdy tylko o tym pomyślała poczuła łzy w oczach. Jednak nie pozwoliła na to by jej oprawca zauważył to chwilowe załamanie. Musiała udawać silna tylko po to by wyjść z tej sytuacji.
Nagle poczuula odluzajacy odór i straciła przytomność.



< Poprzedni Rozdział    Następny rozdział >

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 16

- Witaj brachu! Powiedział Derek - Coś ty taki smutny?
- O cześć! -  Powital go.  A w pracy mi nie idzie... A co u ciebie?
- A spoko - zamówił dwa mocne drinki - A  gdzie pracujesz?
- A w takim jednym biurowcu koło centrum handlowego.
- Tam gdzie ostatnio zamknięto parę sklepów?
- Tak, tak to ten.
- A kto jest twoim pracodawcą?
- A taki jeden o pseudonimie "Demon"
- Cóż...  kreatywność to podstawa - powiedział lekko zaniepokojony derek. Skądś kojarzył ten pseudonim. Nie z jakieś książki lub filmu, ale z...  gazety?  Tak, tak to bardzo możliwe że gdzieś o tym czytał tylko gdzie?
- W tej branży tak trzeba - uśmiechnał się. - A jak u ciebie w tych tematach?
- Cóż...  jestem kucharzem w jednych z tych znanych resuscytacji - pochwalił się, jednak ta mysl nie dawała mu spokoju - przepraszam na chwilę, muszę udać się na stronę.  
Już wiedział kim był "demon" Czytał o nim kilka lat temu w ostatnim wydaniu " Gazety nie z tej ziemi " czyli pisma przeznaczonego dla magicznych stworzeń . Z tego co pamiętał Demon był to przestępca pracujący dla świata martwych. Przeciagal on dobre stwory mieszkające na ziemi do "piekła" ."Piekło " lub  przez innych nazywane "czarnym rajem" było przeciwieństwem "raju" bądź tez "lepszego świata" żyły tam polmartwe lub też przeklęte wróżki. Wladcami tego martwego świata były demony.
Ostatnio gdy o nich czytał zbierały armię do zniszczenia raju. Chcieli to zrobić by zdobyć nieskończoną energię wlaczyni raju. A ta energia potrzebna im była do zajęcia wszystkich pozostałych światów. A było ich naprawdę wiele.
Teraz wyglądało na to, że demony znowu zbierały armię.
- Czemu ja o tym nie pomyślałem wcześniej?!  Przecież wygląd tego chłopaka...Teraz nie ma na to czasu!   muszę ostrzec karole! - wyjął telefon i wykrecil numer do dziewczyny. - Halo?
- Proszę zostawić wiadomość po sygnale...  - odpowiedzial muszę robotyczny głos sekretarki.
- Co robić..  co robić?! - postanowił zadzwonić do swojej narzeczonej.
- Halo?  - przywitał go zaspany głos Igi.
- Karola jest w niebezpieczeństwie! 
- Co?
- Musimy ja uratować. Jedź do jej domu, ja pojadę pod komisariat.
- Dobrze już jadę! 







czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 15

Wściekła Karola wybiegła z komisariatu. Była zła i chciało jej się płakać . Pragnęła jak najszybciej znaleźć się w domu i wypłakać się w poduszkę . Nie miała przy sobie pieniędzy na taksówkę, ani nawet na bilet. Na szczęście do jej mieszkania było blisko. Tylko dwa kilometry przez park. Ruszyła więc wąską, wykładana kamieniami ścieżką. Było dość jasno. Od lamp biło, delikatne , żółte światło. Po dziesięciu minutach drogi Karola została sama. W tym miejscu drogę osswietlaly tylko trzy stare lampy. Przyspieszyla chcąc dostać się jak najszybciej do jasniejszej części parku. Nagle usłyszała za sobą szybkie, ciężkie kroki jakiegoś postawnego mężczyzny. Wiedziała, Zw gdyby zaatakowal ją jakiś człowiek, byłaby w stanie się obronić. Gorzej było ze stworzeniami magicznymi. Moc Karoli była słaba, gdyż nigdy jej nie uzywala od bardzo dawna. Dziewczyna przyspieszyla jeszcze bardziej. Prawie biegła. Za sobą słyszała coraz szybsze kroki mężczyzny. Była przerażona. Spróbowała się przemienić. Za pierwszym razem jej się nie udało. Druga próba także zakończyła się niepowodzeniem. Dopiero za trzecim razem udało jej się wyczarować swoje niebieskie skrzydła, niewidoczne dla ludzi . Nie chciała jeszcze wzlatywac, bo to groziło ujawnieniem magii. Po prostu biegła jak najszybciej. Niestety to nie wystarczyło. Mężczyzna ja dopadł i powalił na ziemię. - Zostaw mnie! - Krzyknęła i rzuciła w niego lodowym pociskiem. - Nie ma mowy! - Szepnął i zatkał jej usta.




< Poprzedni Rozdział       Następny rozdział >

Dziecko ulicy ~ 3

Wczoraj byłam w bardzo złym stanie psychicznym i fizycznym. Wszystko przez mojego debilnego nauczyciela od Wf. Nie jestem za dobra w siatkówkę, to prawda, al żeby tak od razu kazać mi odbijać o ścianę?!  Przecież nie stanowilam żadnego zagrożenia. A jeżeli już miałaś nie ćwiczyć z grupa to mogl powiedzieć żebym wogule się nie przebierała. A na dodatek taka pewna debilka niszczy moje życie. Wkurwiające to jest. Staram się nie przejmować, ale to trudne. Ledwo wytrzymuje...  nie mogę o tym nikomu powiedzieć...  po prostu nie mogę....


< Poprzedni wpis                     Następny wpis >

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Dziecko ulicy ~ 2

Przepraszam że wcześniej nie opublikowałam posta. Niestety...  miałam problem z internetem. Właśnie dlatego dzisiaj wrzucam dwa posty :) życzę miłego czytania!
*
*
*
*
*
*
Wiem kim jestem. A przynajmniej wydaje mi się że wiem. I doskonale zdaje się sprawę z tego że tracę siebie. Tracę tą wesołą dziewczynę, potrafi cieszyć się życiem oraz spotkaniami z przyjaciolkami. Dziewczynę, która zdaje sobie sprawę że swoich niedoskonałości i wad a jednak potrafisz o nich zapomnieć. Zmieniam się w potwora. W potwora który nie kontroluje samego siebie. W potwora zamkniętego w sobie, porzadajacego swojej zagłady. Potwora, dozacego do samodestrukcji. A jeżeli taki potwór nie zniszczy się skrzywdzi innych. Skrzywdzi i skarze na cierpienie. Dlatego właśnie podziwiam samobójców. Podziwiam ich i szanuję. Wybierają mniejsza krzywdę dla swoich bliskic.  Podejmują decyzje z której powinni być dumni. Ja też niedługo będę dumna z siebie. To nastąpi za kilka dni, albo miesięcy. To coś nadejdzie i zakończy wszystko.....

<Poprzedni wpis                       Następny wpis >

Rozdział 14

-Karo... - Zaczął Derek, gdy dziewczyna wyszła z gabinetu jednego z policjantów.
- Odejdz. Zostaw mnie w spokoju! - Krzyknęła wściekła blondynka .
- Porozmawiajmy...
- Nie będę z tobą gadać!
- Rozumiem. Wybacz że wogule próbuje z tobą gadać!  Jakbyś nie zobaczyła skrzywdziłaś właśnie  swoją przyjaciółkę! - krzyknął wściekły derek i energicznie wyszedł z posterunku policji. -A teraz krzywdzisz swojego przyjaciela!
-To świetnie! Mam to gdzieś! Nawet nie wyobrażasz sobie jak mnie skrzywdziliscie.
- Doskonale! - krzyknął przez ramię i wybiegł na parking.
Wrócił wściekły do domu. W drzwiach przywitała go zapłakana Iga. Zjadł pizze przygrzana w  mikrofalówce. Wziął szybki pryszic w łazience w kolorach fioletu i razem z Iga poszedł spać.
Nie mógł jednak zasnąć. Po kilku godzinach bezsensownego  przewracania się w łóżku postanowił pójść do baru. Wstał z łóżka, ucalowal Ige w jej jasne czoło i założył na siebie stare jeansy oraz skórzaną kurtkę. Uczesał swoje ciemne włosy i postawił je na żel.
Gdy stwierdził że jest gotowy zamknął dokładnie ciężkie, metalowe drzwi i wsiadł do żółtej skody.
Uznał że nie będzie czekał na taksówkę, a po skończonym piciu przenocuje w przybarowym hotelu lub poprosi kogoś o podwózkę.
Do baru dojechał w niecały kwadrans. Spotkał tam swojego kolegę że szkoły imieniem Will i rozpoczął z nim ciekawą rozmowę...





piątek, 5 grudnia 2014

Trochę inforacji

 Dzisiaj pojawił sie post z całkiem nower serii. Głowna seria nadal pozostają przygody waszej ukochanej karoli. Wpisy "dziecka ulicy" bedą nieregularne i nie obiecuje ze ta seria kiedykolwiek sie zakonczy. To wszystko :) Paa

Dziecko ulicy ~ 1

Dzisiaj jadę na pogrzeb wujka, którego nawet nie znałam. Cieszę się że umarł. Dzięki temu nie muszę iść do tej pieprzonej budy Pewnie nawet nikt nie zauważy że mnie nie ma. Pasuje mi ta sytuacja. Przynajmniej teraz nie wyśmiewają się że mnie  cały czas. Nienawidzę siebie za to jaka jestem. Za to że próbowałam być miła i pomocna. Oni to odrzucili. Ale czego mogłam się spodziewać? Obca dziewczyna przyjechała w połowie półrocza zasteoujac wielkiego fejma klasowego. Z reszta nie wazne! Kogo to wogule obchodzi? Wszyscy mają mnie w dupie!

                                                                                                                              Następny wpis >

czwartek, 4 grudnia 2014

Rozdział 12

- I to wszystko co pani pamięta?  - Spytał funkcjonariusz ubrany w źle wyprasowany mundur.
- Tak...  - Odparła Karola. Chciała jak najszybciej opuścić komisariat i wskoczyć pod pachnąca kołdrę w swoim własnym łóżku.
- Podejrzewam że  ktoś dosypal pani coś do napoju. - Stwoerdzil oczywisty fakt - Czy jest pani pewna, że nie pamięta pani kto to był?
- Tak jestem tego w stu procentach pewna. Nie wiem kto to był. Myślę jednak że go znałam, że spotkałam go kiedyś przed wo....  - Karola w ostatniej chwili ugryzła się w język. Nie mogła mówić o sprawach wojny, ludzia, którzy nie mieli z tym nic wspólnego. Brali udział w wojnie, jednak nie wiedzieli dlaczego i za co walczą. Prowadzili bitwy z czarną magią, jednak po wyczyszczeniu pamięci przez Wydział Ochrony Tajemnic Magicznych nie pamiętają tego że kiedykolwiek mieli styczność z magią. - Czy mogę już wrócić do domu?
-Jeszcze nie. Musi pani wypełnić kilka dokumentów . Proszę tu na mnie zaczekać - Wstal u zniknął za ciężki, białymi drzwiami.
Karola została w pokoju razem z Iga.
- Czemu nie powiedziałaś mi o waszym wyjeździe? - Spytała po dłuższej chwili milczenia - Czemu chciałaś mnie tu zostawić samą?!  Bez odpowiedzi dlaczego muszę cierpieć?  Bez wiedzy co się z wami stało, dlaczego zbikneliscie?! Odpowiadaj!!
- Karo...  - Zaczęłam - To nie jest miejsce w którym powinnyśmy o tym mówić.....  może....
- Nie. Nie! Teraz ja mowie! Mam gdzieś ci się stanie!  Gdzieś!  Rozumiesz?!  Nie mam tu nikogo poza wami!  NIKOGO!!!
-Wiem ale...
- Co za ale?!  Jeżeli chcieliście uciec stąd bezemnie, po zaręczynach o których nie miałam pojęcia mogliście na o zrobić ale od razu po wojnie. Nie powinniście dawać mi nadziei na w miarę normalne życie tutaj. To było podłe. PODŁE! Nie spodziewałam się tego po was.
- Karo proszę... posłuchaj...
- Nie mam zamiaru niczego słuchać wyjdź stąd. Powiedziałam wypad!!!!
- Karo  ...
- Won!!  




poniedziałek, 1 grudnia 2014

Rozdział 11

- Karolina Cranet?
Przeczacy ruch glowy
-Cranet?
- nie.
- Cranet Karolina? - Spytał zdenerwowany chłopak.
- W sali po lewej na końcu. - Odparła mu pielęgniarka ubrana w biały, długi kitel i różową bluzkę.
- Dziękuję!  - Odpowiedzial chłopak i po chwili dopadł drzwi.
- Karolina! - Krzyknęła ognistowlosa dziewczyna - Boże jak ja sie o ciebie martwiłam!!!
- Hej....  - odparła przymulona Blondynka - proszę cię, nie krzycz głowa ma pęka.
- Przepraszam - odparła, podeszła do łóżka i ucalowala zimne czoło zielonookiej. - Wytłumaczysz mam laskawie co się stało?
- Ehh...  - westchnela- postanowiłam rzucić prace i żeby to uczcić poszłam do baru opić się.
- Tylko tyle? - Spytał brunet.
-Przecież wiem że masz mocną głowę i nie dałabyś rady opić się w tak krótkim czasie - Dodała Iga.
- No...  Tylko tyle pamiętam - Odpowiedziala po dłuższym namyśle.
- Jesteś pewna? Nie pamiętasz nic więcej? 
-Nie mogę sobie przypomnieć...  ale był tam clopak! Tańczyłam z nim...  i...
- I co?
- I on mnie namawiał...  do czegoś czego nie chciałam zrobić...
- Gwałciciel?
-Nie! Tak...  Nie wiem. Zmusił mnie do tańca...  był agresywny... Wydawało się jakby chciał coś więcej...
- Jak miał na imię?
- Nie pamiętam! Naprawdę nie pamiętam!
- Wiesz co działo się potem?
- Uciekłam z parkietu i...  zaczęłam pić drinka....  Potem pamiętam jak ocknęłam się w szpitalu....




niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 10

-Nie odbiera - zdenerwowana Iga poinformowała Dereka. -Coś musiało się stać!
-Usiądź i uspokój się - chłopak próbował zachować zimną krew - na pewno telefon jej się rozładował.
- No może...  Tylko dlaczego się spóźnia?
- pewnie zaspała...  - Derek sam w to nie wierzył. Chial po prostu uspokoic swoją narzeczoną
- Nigdy jej się to nie zdarzało! A przynajmniej nie tyle. Zrozum to, martwie się o nia.
- Wiem. Ja też się martwię. - westchal - Ale zaczyna mi to przeszkadzać..  całą ta sytuacja, ze Karolina jest ważniejsza od nas...
- Ona jest dla mnie jak siostra..  jak rodzina, której prawie wcale nie mam...  nie chce jej stracić!
-Spokojnie - przytulił ją.
- Poczekaj ktoś dzwoni - odebrała telefon - Halo?  Tak?  Co z nią? Już jedziemy!
- Co się stało? - spojrzał zaciekawiony.
- Karola się odnalazła! Musimy jechać!  - Wyjęła kluczyki od auta
- To ruszajmy!



piątek, 28 listopada 2014

Rozdzial 9

-Kim ty ... Will?  Co ty tu...
-Cześć - uśmiechnął się tajemniczo.
-Nie widzieliśmy się od dawna!  Myślałam że nie żyjesz!  Co cię tu sprowadza? - Ucieszyła sie
- Hmm..  powiedzmy że interesy - szepnął, przytulając ja do piersi - Miło cię tu widzieć. A szczególnie tak ubraną... Zatańczysz?
-nie. Wolę posiedzieć na kanapie i rozmawiać saczac dronka
-No nie bądź taka!  - Wciągnął ja na parkiet mocno trzymając za nadgarstki.
- Nie chce - powiedziała ostro po czym wyrwała ręce i powoli wróciła do stolika.
- Zaczekaj!  - Podbiegł do niej - Sorry za to...
- Nie ważne. Nic się nie stało - usiadła - klapnij obok mnie
- Nie dzięki. Muszę już iść...  -zawachal się - moja chora Mama na mnie czeka. Paa!
-Do zobaczenia!  - pozegnala się i zaczęła pić.
Drink był pyszny . Mial delikatny truskawkowy smak wymieszany z posmakiem mięty. Był chłodny i słodki.
Gdy skończyła poczuła się dość dziwnie. Uznała że to alkochol uderzył jej do głowy. Udała się do łazienki. Nagle nastała ciemność.




czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 8

  Wbiegła po schodach. Była już pewna co chce zrobić. Umyła włosy i zjadła dość obfite śniadanie po czym przeszukała szafę w poszukiwaniu sukienki. Znalazła ją! Śliczną, niebieską sukienkę ledwo zaslaniajaca tyłek.
  Założyła ja. Wyglądała idealnie. Poszperała w kosmetyczce w celu odnalezienia błękitnego cienia do powiek oraz limera w tym samym kolorze.
  Gdy była gotowa podeszła do lustra. Wyglądała idealnie. Na oczach miała ostry makikarz w różnych odcieniach błękitu. Jej usta pomalowane były ostra czerwienią a rzęsy mocno pogrubione. Włosy, nasmarowane dość dużą ilością pianki zaczesane były do tyłu idealnie odslanijac uszy przyozdobione drobnymi kolczykami. Na szyi wisiał ciężki, czarny kamień, a nadgarski ozdabialy grube srebne bransolety.
  Karola założyła wysokie szpilki i wyszła z domu. Wezwała taksówkę, która zawiozła ją pod galeria "Noce i Dnie" zaplacila taksowkarzowi i wybrala sie na zakapy. Za wszystkie ubrania zaplacila pięćset osiemdziesiąt złotych.
-moj portfel troche na tym ucierpiał - uśmiechnęła się do siebie.  Tym razem taksowka zawiozła ją pod klub "Czarna wdowa" gdzie zadowolona dziewczyna skierowała swoje kroki w kierunku głośnej muzyki. Weszła do środka. Wystrój wnętrza był ciemny jednak nie był ponury. Podłoga włożona była czarnym parkietem, a czarne ściany zdrobily czerwone paski. Przy ścianach stały bordowe kanapy i czarne, świecące stoły.
Podeszla do baru i zamowila drinka. Zaczela pic. Nagle jakis chlopak porwal ja do tanca.




Rozdział 7

Spojrzała na zegarek.
-Cholera!  Znowu spóźnię się do pracy! - krzyknęła nerwowo. - Co robić co robić?!
Wbiegła do łazienki i związała swoje długie włosy. Na szybko założyła spodnie i bluzkę "kangurka" w kolorze pięknego odcieniu blekitu. Związała tramki, chwyciła torbę po czym  wybiegła na autobus.
-No nie! - krzyknęła gdy zobaczyła osjezdzajacy tył starego autobusu. Nie mogła się po raz kolejny spóźnić,  bo to groziło natychmiastowym wyrzuceniem z roboty.
Usiadła na krawężniku. Miała kompletnie dosyć tego dupka, który nazywal się jej szefem. Wymagał od swoich pracowników zbyt wiele, jednocześnie nie wymagajac nic od siebie. Kupował najtańsze składniki a kazał gotować potrawy godne królów. Krótko mówiąc nie dało się z nim wytrzymać.
Poczuła ogromny smród. Odwróciła głowę by znaleźć jego źródło. To był bezdomny ubrany w starą potargana marynarkę i obrzydliwie brudne spodnie dresowe.  Wspolczula mu.
Usłyszała syrenę. Ulicą przejechał czerwony samochód straży pożarnej.
"-A może by tak uwolnić się od trodow życia w tym świecie...  może by przenieść się z Iga do wymiaru magii? - przemknelo jej przez myśl. - Tam będzie lepiej... zero smutków, zero zmartwień...  sama zabawa.
Podniosła się z ziemi i skierowała swoje kroki do domu. Postanowiła. Nie idzie dzisiaj do pracy. Wróci tam za parę dni z wypowiefzeniem. 



< Poprzedni post            Nastepny post >
 

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 6

  Switalo. Karola szła po parku szukając miejsca na piknik. Bardzo lubila chodzić między drzewami wczesnym rankiem gdy powietrze przesiąknięte było zapachem rosy i ziemi a zaspana natura powoli budziła się do życia . 
  Zatrzymała się pod rozlozystym debem nad jeziorem i rozłożyła koc. Usiadła po czym wypakowała jedzenie oraz wyjęła książkę. Oparła się plecami o drzewo i zaczęła czytać. Tak minął jej cały dzień.
Nagle zrobiło się ciemno. Zadna lampa nie rozjasniala tego nieprzeniknionego mroku. Było lodowato. Dziewczyna spróbowała podnieść się jednak zakończyło się to niepowodzeniem. Coś trzymało ja mocno przy ziemi niepozwalajac na najmniejszy ruch. Tym czymś był wielki, czarny wąż. Dziewczyna skamieniala ze strachu. Zaczął ja dusić.
Nagle coś rozjasnilo mrok. Ogromny  kruk usiadł na gałęzi nad głową dziewczyny. Nagle usłyszała budzik. Otworzyła oczy. Było już całkiem jasno.








Rozdział 5

-Czy ona na prawdę chce mnie opuścić? - Myslala przerażona Karola wracając do domu starym autobusem. -To nie możliwe...  Obiecała mi coś...  to nie jest tak że ona jest moją opiekunką... przyjaźń na tym nie polega..
- Wyjzala za okno. Było ciemno i padał deszcz. Gdy przejeżdżała koło parku ujrzała między drzewami postać wyglądającą jak tamten facet.
- Nie to nie jest możliwe Ja powili wpadam na paranoję. - Odwróciła głowę skupiajac wzrok na swoich kolanach - Muszę przestać o nim myśleć. Ja go nawet nie znam! Widziałam go tylko trzy...  dwa  razy...  śnił mi się... nie! Koniec z tym.
Wyjela z kieszeni swój biały samsung, podłączyła fioletowe słuchawki i włączyła muzykę. Nie chciała wracać do swojego pustego mieszkania. Wolała słuchać muzyki będąc ukolysana przez delikatne szarpniecia autobusu w towarzystwie innych pasarzerow.
- Nastepny przystanek Stroma - ostry głos przerwał jej rozmyślania. Chwyciła torbę i gdy otworzyły się drzwi wyskoczyła z autobusu po czym  ruszyła szybkim krokiem do klatki schodowej. Unikala spojrzeń na drzwewa i krzewy, które szpecily ścieżkę. Otworzyła ciężkie drzwi i zapaliła światło na klatce schodowej powstrzymujac chęć spojrzenia w mrok za swoimi plecami. Wbiegła po schodach na szóste piętro i otworzyła ciężkie debowe drzwi, które zaskrzypialy zlowieszczo. Karola zrzuciła z nóg swoje ulubione czarne trampki i. Odwiesila skórzaną kurtkę. Nie chciała o niczym myśleć. Na szczęście przyslo jej to bez trudu. Dopiero teraz poczuła jak bardzo jest zmęczona. Zdjęła swój błękitny t-shirt oraz jeansy. Weszła do łazienki w delikatnych kolorach cappuccino oraz czekolady. włączyła strumień goracej wody i nasypala troche czerwonej, zapchowej soli do kąpieli. Od razu poczuła przejemny rozany zapach. To była tylko jej chwila. Chwila prawdziwej przyjemności bez żadnych problemów.
Po długiej kompieli od razu wskoczyła w uroczą  liliowa pidżamkę i otulila się szczelnie kocem brązowym, polarowym płaszczem.
  Coś jednak nie dawało jej zasnąć. Pewna natrętna myśl platala jej się w głowie. Przeczucie informujace ją o niebezpieczeństwie. I chłopak. Gdy tylko zamykała oczy widziała Patricka,  który po kilku sekundach przeksztalcal się w faceta cienia. W około postaci Patricka było pełno krwi i ciał brutalnie pozbawionych głów. Rzeka z krwi splywajaca że skał. Rzeka krwi splywajaca prosto na nią. Zaczęła krztusic się krwią.
Usnęła.






wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 4

Przepraszam że ostatni wpis był taki krótki. Staram się wstawiać posty częściej no ale jakoś tak wychodzi że mi się nie udaje i cóż...  będę się starać ;)
*
*
*
*
*
- No i mniej więcej tak to było - Zakończyła Karola dopijajac swoje latte.
- Ale jesteś pewna że to on?  I jak wogule udało ci się trafić? - spytała zaciekawiona Iga
- Jestem pewna... przecież dokładnie mu przyjrzałam...  a może poprostu dostaje jakiejś paranoi? Sama już nie wiem - westchnela - A co do trafienia...  jakby to ująć... dolecialam do pracy jak na skrzydłach.
- Czy ty..  Czy naprawdę się przemienilas? - spytała zaskoczona dziewczyna
- Tak...  sama do końca w to nie wierzę ale...  no tak przemienilam się. Byłam wróżką.
- Jak to jest? Jakie to uczucie?
- Powiem ci że niewiem. Bardziej skupiłam się na samym locie i staraniach by pozastac niewidoczna niz nad tym co czuje...  - zastanowiła się i po chwili milczenia powiedziała  - wydaje mi się że to było wyjątkowe...  takie inne. W pewnym sensie połączyłam się z zagubioną częścią siebie,  ta utracona podczas wojny.
- A czułaś strach?
- Nie...  niezabardzo. Czułam irracjonalny lęk przed tym że ta przyjemna chwila zaraz się skończy. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale..  brakowało mi lotów...
- Ale rezygnunac z nich postapilas szlusznie
- Raczej głupio...  No nie ważne. A co u cioci słychać?
- Po staremu, jakoś leci. Moim życiem jest praca. Wiesz?  Ostatnio dużo myślałam na temat krainy lata i chyba chcę tam odejść. Czy chciałabyś iść tam ze mną? "i z Derekiem" - dodała w myślach -
- Nie chce - odparła trochę za ostro - Tu jest moj dom,  moj mały świat. Tutaj pochowalam Patricka zabrabego przez wojnę w której walczyłam. Nie mogę....
- Myślę że jest inny powód. Sądzę iż tym powodem jest tajemniczy mężczyzna... Karo, ja nie chce cię tu zostawiać ale nie potrafię tu żyć. Praca zabiera cały mój czas, jedyną rozrywką są spotkania z tobą oraz z Derekiem. Nie wytrzymam tu dłużej. Duszę się tu.
- Wiem. Też nie chce tu żyć, ale to jest cały mój świat... W tym mieście wychowałam się w domu dziecka, to tutaj ucxeszczalam do szkoły... Chcę odejść, lecz nie potrafię. A ten facet....  on nie jest istotny - skłamała- Ja go nawet nie znam! Spotkałam go tylko dwa razy...  on jest nikim.





poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 3

-Dziendobry! - zdyszana Karola wpadła do szatni kilka minut po swoim szefie.
- Dzieńdobry - przywitał ją oziemble - Miło że pani w ogóle się pojawiła!
- "Przepraszam autobus się zepsuł. To nie moja wina. A pan jest lepszy?  Wydaje mi się że pan powinniem przychodzić codziennie na ósmą a nie jak zwykle pan to czyni co kilka dni na dwunasta, prawda? " - chciała powiedzieć, jednak powstrzymała się. W końcu rzekła  - Przepraszam to się więcej nie powtórzy.
- Dobrze, mam taką nadzieję - odwrócił się i wyszedł.
-" co za dupek " - pomyślała i udała siw do kuchni aby dołączyć do Igi, Marka i Iwony.
- No cześć! - krzyknęła Iga i rzuciła się jej na szyję. - Myślałam że nie przyjdziesz!
- Też tak myślałam...
- A czemu się spóźniłaś?
-To nie jest teraz istotne .
- Masz rację. Teraz musimy zająć się pracą  - zawiazala sobie fartuch - Ale obiecaj, ze wieczorem mi wszystko opowiesz, okej?
- Jasne - uśmiechnęła się Karola



czwartek, 13 listopada 2014

Pytania i zmiany....

Wiem że dawno nie wstawiłam żadnego posta i szczerze was za to przepraszam...  po prostu brak weny i czasu :/
A i mam takie pytanie. Planuje napisać pewne opowiadanie o chciałam się z wami skonsultować czy mam zakładać nowego bloga czy pisać tu. Z góry dziękuję za odpowiedź ~ Karola

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 2

Obudziła się dwa przystanki dalej cała roztrzesiona. Znów ten sam sen, tylko że tym razem potoczył się dalej. To było dziwne bo zawsze śniła do momentu śmierci Patrika. Ani sekundy dłużej. A teraz zobaczyła coś więcej. Widziała co się stało po wypadku. Ujrzalała jak ciało jej ukochanego przykrywają gruzy biurowca. W następnej chwili widziała pogrzeb. Zobaczyła siebie płacząca nad trudmną, w której spoczywalo zmasakrowane ciało Patrika.  Koło niej stała Iga, za nimi facet z mroku. Widziała go tylko przez ułamek sekundy. Ale był tam. Dokładnie czuła jego obecność.
Cały ten sen oglądała z perspektywy widza. To też było dużą nowością. Wcześniej była Patrickiem a teraz...  powietrzem? Nie miala jednak za dużo czasu na rozmyślanie. Porwała torbę i wysiadła z autobusu jako jedyna pasarzerka. Musiala się pospieszyć by nie spóźnić się do pracy. Nie do końca wiedziała gdzie jest. Znajdowała się gdzieś w nieodnowionej części miasta. Nie było tu żywego ducha. Oprócz jego. Stał za stłuczoną witryna sklepowa w cieniu i patrzył się na nią swoim przeszywajacym wzrokiem. Tym razem jednak nie czytał jej w myślach tak jakby od dawna znał je wszystkie.
Zblizyla się  do niego. Dzieliło ich tylko parę metrów. Z tej odległości kilku kroków wydał się dziewczynie jeszcze przystojniejszy i bardziej niebezpieczny.
Stali tak parę minut wpatrując się w siebie jak dwa dzikie zwierzęta, które za chwilę uciekną.
- poczekaj! - Karola krzyknęła gdy chłopak chciał odejść, on jednak nie zatrzymał się. Zniknął w polmroku panujacym w zrojnowanym budynku.
Stała chwilę próbując uspokoić swój oddech i serce.
***************************************************************
-Co się dzieje z Karolina? Ostatnio zachowuje się dość specyficznie... - spytał Derek
-Też to zauważyłam - odparła Iga - Nie mogę jej pomoc...  jest moją przyjaciółką, ale nasz ślub i to wszystko...
- Ejj nie smuć się!  - lekko cmoknal ja w policzek i przytulił się do niej  - Jest silna na pewno sobie poradzi!
- No nie wiem...  to co się chce wplatac....  nie jestem pewna czy da sobie radę - spuścila głowę - Powinnam coś zrobić. Derek... czy...
-Chcesz przesunąć termin ślubu, tak? - odsunął się
- przepraszam!  Wiem ile to dla cie znaczy, ale zrozum!
- Rozumiem. -westchnal - mi też zależy na Karolinie, w końcu jesteśmy przyjaciółmi, więc....  zgadzam się. Tylko proszę cię, nie wplacz się w jakąś aferę, dobrze?
- Dobrze! Oczywiście że dobrze! - wykrzyknela uradowana Iga.





poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 1

-Patrik nie rób tego!  Proszę cię! -zapłakana Karola rzuciła się swojemu chłopakowi na szyję.  - A jeśli już musisz to idę z tobą.
-Nie możesz. -Pocałował ją. - Ale ja muszę.
-Wiem. -Westchnela- Tylko nie chce w to wierzyć. Nie będę ci robić wymówek typu "kraj jest ważniejszy od nas", bo to nie mam sensu. Rozumiem, że jeśli nie wygramy tej wojny, że...  przyjadą wtedy trudne czasy. Będą to czasy mroku, bez miłości, bez szczescia...
-Karo... -otarł jej łzy.
-Chce ci tylko powiedzieć, -przerwała mu, nie chcąc słuchać, nie chcąc przerywać swojej rzeki słów -że jeśli nie wrócisz...  jeśli zginiesz, nie będę w stanie bez ciebie żyć. Wtedy dla mnie przyjdą trudne czasy...  trudne życie... Nie chcialam ci tego mówić, ale czuje, że muszę... Skrzywdzę cię tymi słowami, ale...  Zrywam z tobą!
  Karola uciekła zapłakana, a Patrik nie mogł się ruszyć, ani nic powiedzieć. Wiedział, że zrobiła to dla jego i dla swojego  dobra ale to bolało, strasznie bolało... 
  Nagle usłyszał strzały, przemienil się w bardzo przystojnego wroza i pobiegł w ich kierunku. Dotarł do starego, zniszczonego osiedla, gdzie kiedyś chodził z Karolina na randki w tajemnicy przed rodzicami.  Rozglada się i zauważa  piękna, blond włosą dziewczynę że złamanym prawym skrzydłem.Stoi tam na balkonie, próbując uciec przed pożarem. Boi się...
  Patrick nie wiele myśląc wzniosl  się w powietrze chcąc ocalić piękna wróżkę.  W połowie drogi poczuł ostry, przeszywajacy ból w okolicach serca. Zaczął krawic i spadać....
  Karole obudzil cichy dźwięk budzika stojącego na debowej komodzie obok jej łóżka. Była cała spocona i roztrzesiona swoim koszmarem, który nawiedził ją  po raz kolejny. Wcześniej nawiedzał ja po wojnie. Trwało to około roku. Potem przestała śnić o czymkolwiek. Każda noc była pozbawiona śnow. Każda noc była pozbawiona marzen o lepszym świecie. To trwało do dzisiejszej nocy.  Dziś koszmar powrócił, co zmartwilo dziewczynę. Postanowiła się jednak nie przejmować teraz tak blachym problemem. Musiała przygotować się do kolejnego dnia w swojej znienawidzonej pracy.                           Wzięła gorący prysznic i ubrała się w stare jeansy z dziurami  i swój ulubiony sweterek w czarno-białe paski. Nie zdążyła zjeść śniadania, więc wzięła drobne na bułkę słodką, jogurt pitny oraz  napój energetyczny i pobiegła ma autobus. Gdy do niego wsiadła, zajęła pierwsze wolne miejcie przy oknie i założyła słuchawki na uszy. Włączyła listę swoich ulubionych piosenek i oparła poliko o szybę. Czuła się samotna i pozbawiona miłości i bliskości z wieloma problemami mam głowie.
Starała się o niczym nie myśleć co przyszło jej bez trudu. Ukolysana szumem deszczu zza okna zasnęła.

sobota, 23 sierpnia 2014

Prolog

-To był ciepły czerwcowy wieczór, taki jak inne ciepłe czerwcowe wieczory, gdy powietrze przesiąknięte jest zapachem kwiatów i zbliżającymi się wakacjami. Siedziałam wtedy na kocu w parku, koło rzeki wtulona w moją bluzę. Wtedy go zobaczyłam. Stał tam, koło wierzby, na  którą często wchodziłyśmy. Stał tam i patrzył się na mnie. Nie on nie patrzył się  na mnie. On patrzył przeze mnie, prosto w mojej wnętrze. Czułam jak czyta że mnie jak z otwartej książki dla dzieci.  Serce zadrzalo, mięśnie się spiely, gotowe do ucieczki. Poczułam nagły przypływ adrenaliny. Powinnam uciekać, tylko że...  niestety mogłam! Albo raczej nie chciałam. A on tam stał aż w końcu zniknął w mroku. Zniknął tak samo tajemniczo jak się pojawił, a ja długo patrzyłam na miejsce w którym stał.
-Piękna i romantyczna  historia - westchela Iga marząc o przeżyciu tego samego - a jak on wyglądał?  Ten chłopak. 
-Nie wiem. Był okryty mrokiem. Widziałam tylko jego długie brązowe włosy. Nic więcej. 
-Wampir? 
-Nie!  Przecież wampiry maja czarne włosy..  czasami są blondynami tak Jak Derek, jednak żaden nie jest brunetem. 
-Fakt. Wilkołakiem też nie możesz być. Więc kim był? 
-Nie mam pojęcia. Na pewno nie był z naszej rasy, wyczułabym to. Znasz mnie najlepiej i wiesz, że Wilkołaki wyczuwam nawet do pięciu kilometrów.
-Wiem, Wiem. Po prostu martwi mnie fakt, że ktoś o nieznanej dla nas rasie chodzi po naszym mieście.
-Mnie też - Westchnęła Karolina. - Powiemy o tym radzie?
-Oszalałaś?! Nie możemy. Chyba pamiętasz co się ostatnio wydarzyło?
-Tak... i to bardzo dokładnie. Po prostu nie chcę siedzieć bezczynnie.
-Rozumiem cię. To co się wydarzyło pięć lat temu... Nie mogłyśmy nic zrobić
-A teraz możemy? - Karola wcześniej chodząca po pokoju, usiadła na łóżku
-Tak. Teraz mamy wybór. Może jest on minimalny, jednak ja wolę mieć jakikolwiek.- Podniosła się.- Dobra muszę lecieć To do jutra w pracy!
- Do jutra - Karola przytuliła Igę.
-Tylko nie myśl o tym całą noc dobrze? - Iga odwzajemniła uścisk.
-Postaram się.
-Nie staraj się tylko to zrób. Jutro czeka nas trudny dzień w pracy.
-Tak pamiętam. - Usmięchnęła się - To do jutra!
 Iga wyszła z mieszkania przyjaciółki, a Karola zajęła się szykowanien kolacji. Starała się o niczym nie myśleć,mieć pustkę w głowie. Jednak to było trudne. Cały czas myślała o tym chłopaku z parku i o jego mocy. Przedtem nikt wcześniej nie był w stanie pokonać zapory jej  umysłu, ochrony przed czytaniem w myślach, a on zrobił to bez najmniejszego wysiłku. A ona zamiast uciekać poddała się mu... siedziała tam jak jakaś idiotka i... no właśnie. Co? Czemu to zrobiła? Jest na siebie wsciekła. Ma ochotę coś rozwalić, coś zniszczyć, przemienić się i zatracić w wściekłości na siebie by nie myśleć o tym o czym chce. Bo to co chce jest bardzo niebezpieczne. Musi o tym zapomnieć! Musi zapomnieć o uczuciu do niego. Musi żyć bez miłości bez uczucia... Bo o nim już nigdy nie zapomni. Nie jest w stanie zapomnieć o kimś kogo kocha. Myślała że wszystko straciła pięć lat temu podczas wojny, jednak nie! Potrafi jeszcze kochac. Potrafi kochać i ma swoją przyjaciółkę, swoją ukochaną Igę która w czasie wojny ocaliła jej życie. Od tego czasu zawsze są razme, mimo iz wcześniej nie przepadały za sobą. Podczas wojny śmierć poniosło  wiele istnień z wielu ras. Największe straty poniesli  wrózkowie. Wróżkowie są najdelikatniejsi, jednak w zamian za to potrafią czarować. I tu nie chodzi o taki czary typu szybkie bieganie, teleportacja, nieśmiertelność. Czry wrózków są dobre i czynią wiele dobrego dla ludzkiej rasy. To dzięki wróżką ludzie uniknęli wojny. A teraz Karola nie chciała zniszczyć tych zasług podejrzeniami i tajemnicami. Dlatego wlaśnie wybrała milczenie.


        Następny post >