czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 7

Spojrzała na zegarek.
-Cholera!  Znowu spóźnię się do pracy! - krzyknęła nerwowo. - Co robić co robić?!
Wbiegła do łazienki i związała swoje długie włosy. Na szybko założyła spodnie i bluzkę "kangurka" w kolorze pięknego odcieniu blekitu. Związała tramki, chwyciła torbę po czym  wybiegła na autobus.
-No nie! - krzyknęła gdy zobaczyła osjezdzajacy tył starego autobusu. Nie mogła się po raz kolejny spóźnić,  bo to groziło natychmiastowym wyrzuceniem z roboty.
Usiadła na krawężniku. Miała kompletnie dosyć tego dupka, który nazywal się jej szefem. Wymagał od swoich pracowników zbyt wiele, jednocześnie nie wymagajac nic od siebie. Kupował najtańsze składniki a kazał gotować potrawy godne królów. Krótko mówiąc nie dało się z nim wytrzymać.
Poczuła ogromny smród. Odwróciła głowę by znaleźć jego źródło. To był bezdomny ubrany w starą potargana marynarkę i obrzydliwie brudne spodnie dresowe.  Wspolczula mu.
Usłyszała syrenę. Ulicą przejechał czerwony samochód straży pożarnej.
"-A może by tak uwolnić się od trodow życia w tym świecie...  może by przenieść się z Iga do wymiaru magii? - przemknelo jej przez myśl. - Tam będzie lepiej... zero smutków, zero zmartwień...  sama zabawa.
Podniosła się z ziemi i skierowała swoje kroki do domu. Postanowiła. Nie idzie dzisiaj do pracy. Wróci tam za parę dni z wypowiefzeniem. 



< Poprzedni post            Nastepny post >
 

Brak komentarzy: