Miałam dzisiaj sen. Dość dziwny sen... Był jednak bardzo realny i taki prawdziwy...
Śniło mi się, że stoję na przystanku i przeglądam się w szybie. Wszyscy w okół mnie byli tacy realni, tacy żywi, a ja zanikałam. Byłam niewidoczna. Byłam tylko duchem. Inni ludzie byli szczęśliwi, zajęci swoimi sprawami, a ja tam byłam sama. Stałam smutna. Bez celu.
W końcu po jakimś czasie odbicie zniknęło. Odeszli też ludzie. Zostałam sama na ciemnym przystanku, jakby czekając na ostatni autobus.
Ze snu wybudził mnie przyjazny głos mojego jedynego przyjaciela tutaj - Dawida. Rozpłakałam się i rzuciłam w jego ramiona. Przytulił mnie i powiedzial :
- Zawsze będziemy razem.
Zawsze... Jak długo to zawsze może trwać?
środa, 4 marca 2015
Dziecko ulicy ~ 26
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz