Ocknąłem się. Nie do końca świadom tego co czynie rozejrzałem się zaspanymi oczami po okolicy. Nie poznawałem jej. Otaczały mnie całkowicie mi obce, zniszczone kamieniczki, zupełnie inne od tych które widywałem na co dzień. Odpadający tynk i śmieci lezące wzdłuż chodnika wcale nie dodawały uroku temu ponuremu miejscu. Wszystko spowijał drażniący nozdrza dym. Nie potrafiłem określić czy jest ranek czy wieczór. W głowie pulsował mi bardzo silny ból. Mój pusty żołądek wyraźnie dawał o sobie znać wywołując mdłości.
Spróbowałem wstać.
Nagle przeszły mnie dreszcze. Ktoś mnie obserwował. Powstrzymując mdłości i chęć ucieczki powoli spojrzałem za siebie. Nikogo nie ujrzałem.
Kiedy już uspokoiłem stanąłem na nogach. Czułem jak moje osłabione mięśnie drżą pod moim ciężarem. Powoli zrobiłem kilka kroków, co wywołało strumień lodowatego potu, który zaczął spływać mi po plecach. Przesuwałem się do przodu nie wiedząc gdzie iść. Szedłem dość długo, nie wiem dokładnie ile. Moje otoczenie zupełnie się nie zmieniło. Nadal otaczały mnie stare, zniszczone kamienice i brudne uliczki. Po drodze rozglądałem się za jakimikolwiek śladami jedzenia. Nie znalazłem żadnych sklepów ani obiecająco wyglądających piwnic. Miasto wyglądało na kompletnie opustoszałe, jakby wszyscy ludzie nagle zniknęli z powierzchni ziemi. Na dziurawych ulicach stały samochody z zamknietymi drzwiami, a na ich oknach znajdował się dziwny szarawy nalot. Ich reflektory nadal sie świeciły, a światła sterujące ruchem wciąż migały.
Zatrzymałem się dopiero gdy zrobiło się bardzo ciemno. Czułem okropne zmęczenie i senność. Schronienie znalazłem w mrocznym zaułku, koło zardzewiałych śmietników. Nie chciałem schować się w żadnym budynku. Czułem do nich pewien respekt dotyczący ich wcześniejszych właścicieli. Moja obecność mogłaby naruszyć czyjąś prywatność i szacunek do nich, jeżeli umarli.
Usiadłem więc na ziemi i okryłem się starym kocem najpawniej należącym do jakiegoś bezdomnego. Usnąłem szybko mimo zimna przenikającego do szpiku kości.
W nocy obudził mnie cichy szmer. Gwałtownie się podniosłem i przywarłem do ściany gotowy do ucieczki. Szmer ucichł, jednak w moim sercu nadal czaił się niepokój. Otaczała mnie ciemośći gryzący zapach bijący od śmietników. Czekałem, na jakikolwiek dźwięk wsłuchując się w cisze. po dłuższym czasie poczułem odrętwienie w nogach. Poruszyłem się próbując zmienic pozycje na wygodniejszą.
Nagle z zza pojemnika wyłoniła się ciemna postać.
- Kim jesteś? Z resztą nie ważne. Tu nie jest bezpiecznie. Chodź za mną, pomogę ci się ukryć. Tylko nic nie mów, bo nas usłyszą.
Nie wiedzieć czemu ruszyłem za dziwnym starszym mężczyzną z siwiejącą już, długą brodą i pomarszczoną twarzą. Nie wyglądał na niebezpiecznego, a nawet jeżeli taki był, wolałem nie pozostać sam w otaczającej nas ciemności. Podążałem więc za nim, a on prowadził mnie mrocznymi, obskurnymi ulicami w nieznane.
Hej! Wiem, że obiecywałam posty i ich nie było PRZEPRASZAM! Bloger na telefonie odmówił mi posłuszeństwa i po prostu nie mialam jak tworzyć wpisów. Mam nadzieje, że uda mi się naprawić tą apkę i wrzucać wpisy czesciej niż w weekendy. Muszę was też poinformować, że w tym roku będe się bardzo, bardzo, bardzo dużo uzyć by trafić do tego wspaniałego liceum o którym marzę. To do nastepnego posta! ( mam adzieje, że już wkrótce!)
Spróbowałem wstać.
Nagle przeszły mnie dreszcze. Ktoś mnie obserwował. Powstrzymując mdłości i chęć ucieczki powoli spojrzałem za siebie. Nikogo nie ujrzałem.
Kiedy już uspokoiłem stanąłem na nogach. Czułem jak moje osłabione mięśnie drżą pod moim ciężarem. Powoli zrobiłem kilka kroków, co wywołało strumień lodowatego potu, który zaczął spływać mi po plecach. Przesuwałem się do przodu nie wiedząc gdzie iść. Szedłem dość długo, nie wiem dokładnie ile. Moje otoczenie zupełnie się nie zmieniło. Nadal otaczały mnie stare, zniszczone kamienice i brudne uliczki. Po drodze rozglądałem się za jakimikolwiek śladami jedzenia. Nie znalazłem żadnych sklepów ani obiecająco wyglądających piwnic. Miasto wyglądało na kompletnie opustoszałe, jakby wszyscy ludzie nagle zniknęli z powierzchni ziemi. Na dziurawych ulicach stały samochody z zamknietymi drzwiami, a na ich oknach znajdował się dziwny szarawy nalot. Ich reflektory nadal sie świeciły, a światła sterujące ruchem wciąż migały.
Zatrzymałem się dopiero gdy zrobiło się bardzo ciemno. Czułem okropne zmęczenie i senność. Schronienie znalazłem w mrocznym zaułku, koło zardzewiałych śmietników. Nie chciałem schować się w żadnym budynku. Czułem do nich pewien respekt dotyczący ich wcześniejszych właścicieli. Moja obecność mogłaby naruszyć czyjąś prywatność i szacunek do nich, jeżeli umarli.
Usiadłem więc na ziemi i okryłem się starym kocem najpawniej należącym do jakiegoś bezdomnego. Usnąłem szybko mimo zimna przenikającego do szpiku kości.
W nocy obudził mnie cichy szmer. Gwałtownie się podniosłem i przywarłem do ściany gotowy do ucieczki. Szmer ucichł, jednak w moim sercu nadal czaił się niepokój. Otaczała mnie ciemośći gryzący zapach bijący od śmietników. Czekałem, na jakikolwiek dźwięk wsłuchując się w cisze. po dłuższym czasie poczułem odrętwienie w nogach. Poruszyłem się próbując zmienic pozycje na wygodniejszą.
Nagle z zza pojemnika wyłoniła się ciemna postać.
- Kim jesteś? Z resztą nie ważne. Tu nie jest bezpiecznie. Chodź za mną, pomogę ci się ukryć. Tylko nic nie mów, bo nas usłyszą.
Nie wiedzieć czemu ruszyłem za dziwnym starszym mężczyzną z siwiejącą już, długą brodą i pomarszczoną twarzą. Nie wyglądał na niebezpiecznego, a nawet jeżeli taki był, wolałem nie pozostać sam w otaczającej nas ciemności. Podążałem więc za nim, a on prowadził mnie mrocznymi, obskurnymi ulicami w nieznane.
Hej! Wiem, że obiecywałam posty i ich nie było PRZEPRASZAM! Bloger na telefonie odmówił mi posłuszeństwa i po prostu nie mialam jak tworzyć wpisów. Mam nadzieje, że uda mi się naprawić tą apkę i wrzucać wpisy czesciej niż w weekendy. Muszę was też poinformować, że w tym roku będe się bardzo, bardzo, bardzo dużo uzyć by trafić do tego wspaniałego liceum o którym marzę. To do nastepnego posta! ( mam adzieje, że już wkrótce!)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz